Strona główna > Religie, Społeczeństwo, Zdrowie > Uwaga, terroryści na ulicach Warszawy!

Uwaga, terroryści na ulicach Warszawy!


Modlący się katole – tacy jak oni zwykli zabijać! Czyli Lisi portal tuż po starcie

W każdej z trzech części znakomitego „Powrotu do przyszłości” negatywny bohater całej sagi Biff Tannen kończy źle. Wypadki zawsze muszą potoczyć się tak, że jego pachnące i lśniące auto (motyw podmieniony w odcinku na Dzikim Zachodzie) wpada pod ciężarówkę, i wypełnia się jej ładunkiem. Zawsze jest to właśnie zebrany obornik, czyli świeże łajno. Dla Biffa to kara najcięższa. Bo to facet, który nie za wiele mając w mózgu, żyje picem. Nade wszystko kocha lans, otaczanie się głupkowatymi druhami wpatrzonymi w niego jak w obrazek, i dokopywanie słabszym, bez względu na metody. Ma tego pecha, że zwykle kończy źle – w wielkim smrodzie.

Jakoś mi się ta postać skojarzyła z wielkim bossem polskiego redaktorstwa. Nie warto jednak skupiać się na malowaniu samej sylwetki redaktora z tłustą grzywką, bo nie jest on wart poświęcania tylu cennych moich i Szanownych Państwa chwil.
Co innego jeśli chodzi o jego najświeższe dziecko (tak, ten zestaw leksykalny pasuje tu jak ulał), czyli portal na jakiś tam temat, co to wczoraj stał się sensacją ze względu na poświęcenie się parówom.
Powiedzą Państwo – po co to reklamować? A po to, żeby wiedzieć, do czego mogą się posunąć, gdzie stawiają następne kroki, jakimi metodami próbują walczyć z naszymi wartościami. Na wojnie warto znać język wroga. A to jest wojna.

Dziś kolejny tego dowód. Oto temat czołówkowy:
Amerykańskie metody, czyli modlitwą w in vitro i aborcję. Oby na tym się skończyło.
Klikam w zdjęcie z manifestacji przeciw sztucznemu zapłodnieniu, bo chcę się dowiedzieć, jak tym razem drwi z mojej religii Tomasz L. (kto wie, jeśli kiedyś szalone pomysły pani Kozłowskiej-Rajewicz ukochana lisia partia wprowadzi w życie, a po niej przyjdzie ktoś zupełnie inaczej myślący i zechce je stosować, redaktorowi z nazwiska może zostać tylko inicjał).
Redaktor Noch opisuje akcję „40 dni dla Życia w Warszawie” z programową kpiną mniej lub bardziej szczerzącą się z kolejnych akapitów. Chodzi o modlitwy przed kliniką in vitro, które trwać będą przez cały Wielki Post. Propagandowe kule świszczą w każdym zdaniu, aż wreszcie daje się słyszeć gwizd prawdziwej bomby.

Co wywęszył Noch? Że jest u nas jak za oceanem. To znaczy „wzorem Amerykanów polscy katolicy wychodzą na ulice, by zaprotestować przeciw zjawiskom, które nie są zgodne z ich przekonaniami”.
Prawda że straszne?
I że to nie pierwszy raz. I że przed Szpitalem Bielańskim też protestują, a przecież dokonuje się tam morderstw – czyli aborcji – zgodnie z prawem.
Ciemnogrodzkie wieśniaki mają czelność ze swoimi Zdrowaśkami zakłócać innym życie w każdy czwartek! I podobno jest ich co tydzień coraz więcej! A „ordynator tamtejszej ginekologii Romuald Dębski coraz częściej otrzymuje też korespondencję, w której czyta, że jest mordercą.”
No cóż, moi mili poganie, jeśli ktoś zabija tego, który żyje, to mordercą jest i basta.
Noch nie może przeżyć, że na prawicowych stronach internetowych doktorek jest nazywany aniołem śmierci. No i Dębski w rozmowach z mediami parokrotnie przyznał, że „zaczyna się obawiać”. Noch wyrokuje, że „nie można mu się dziwić”. Dlaczego? Pozwolę sobie zacytować dłuższy fragment, ażeby żadnego pocisku z tego arsenału nie pominąć:

Amerykańskie wzorce, po które coraz częściej sięgają polscy działacze pro-life mogą bowiem napawać obawą. Że zaostrzenie debaty tak, jak tam, w pewnym momencie wymknie się spod kontroli. W Polsce in vitro, czy aborcja od lat są tematem najgorętszych debat. Te toczyły się dotąd jednak raczej w parlamencie, czy mediach. Za oceanem, gdzie ruchy antyaborcyjne mają sporą przeszłość, debata toczona na ulicy nie raz zakończyła się tymczasem tragedią.
Ofiarami padły nie tylko nienarodzone dzieci, ale i pracownicy klinik zajmujących się aborcją i in vitro. W ten sposób zginął m.in. doktor George Tiller. W 1985 roku w jego klinice podłożono bombę, osiem lat później go postrzelono. Z obu tych zamachów wyszedł bez szwanku. Nie udało mu się jednak przed trzema laty, gdy aktywista antyaborcyjny z bliska strzelił mu w głowę podczas nabożeństwa w kościele.
Najwięcej zgładzonych „aniołów śmierci” ma na swoim koncie prawdopodobnie organizacja Army of God, która od lat 80-tych odpowiada za serie zamachów terrorystycznych o podłożu antyaborcyjnym. W roku 1982 porwali dwójkę lekarzy, trzy lata później podłożyli bomby w siedmiu klinikach w Maryland. W 1997 roku to oni stali za zamachami w Atlancie, a w 2001 wysłali do amerykańskich ginekologów setki listów, w których miał być wąglik.

Miał? Był? Nieważne. Sprawa staje się prosta.
Ci psychole spod Szpitala Bielańskiego i kliniki Invicta kupili już u Ruskich wąglika, a na Poczcie Polskiej koperty. Studiują życie i twórczość Breivika (to w końcu też był „chrześcijański fundamentalista”, prawda?). W każdy czwartek po modlitwie chodzą potrenować na strzelnicę. A w niedzielę wytrenowani i uzbrojeni przekraczają progi świątyń.
Ładnie redaktorstwo od Lisa zaczęło Wielki Post. Gratulacje! Na szczęście coś mi mówi, że koniec końców wylądujecie w tym kabriolecie Biffa Tannena.

Autor: Marek Pyza; Urodzony w 1979 r. Dziennikarz radiowy, prasowy i telewizyjny. Pisze w portalu wPolityce.pl oraz tygodniku „Uważam Rze”. Wcześniej w „Wiadomościach” TVP, gdzie zajmował się przede wszystkim aferą hazardową i katastrofą smoleńską. Wyrzucony z Telewizji Polskiej w październiku ub.r.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: