Dlaczego musiał umrzeć ???
Jak podaje PAP, ciało generała Sławomira Petelickiego znaleziono w garażu budynku, w którym mieszkał, z kilkoma ranami postrzałowymi. Większość mediów sugeruje samobójstwo, czemu z kolei zaprzeczają wojskowi znający generała. Miał 66 lat.
Czy to kolejne „samobójstwo” posmoleńskie?
Poniżej publikujemy dramatyczny list założyciela GROM-u do Donalda Tuska z 22 kwietnia 2010, w którym generał przedstawił punkty, jakie należy wypełnić, aby uratować polskie siły zbrojne i system antykryzysowy państwa.
Autor: Ciri
Komu Komorowski melduje „wykonanie zadania”?
W tych spotkaniach Komorowskiego trudno nie zauważyć pewnej prawidłowości. Wszystkie miały charakter tajny, we wszystkich wzięli udział Rosjanie zamieszani w katastrofę Smoleńską lub w jej wyjaśnienie albo inne szemrane towarzystwo (patrz – syn dyktatora, znienawidzonego przez cały Zachód i popieranego przez Wschód).W dodatku kolejne rozmowy miały miejsce mniej więcej co pół roku. Wygląda to tak, jakby prezydent Polski prowadził własną zakulisową politykę i chciał ukryć przed opinią publiczną jakieś informacje.
Międzylądowanie i spotkanie
W grudniu 2011 roku prezydent Komorowski udał się do Chin. Właściwie nie wiadomo po co (może załatwiał ekipy do budowy autostrad), bo jak dotychczas szczególnych więzi gospodarczych Polska z „państwem środka” nie miała. Spotkania, do których doszło podczas tej wizyty zostały potraktowane w mediach bardzo po macoszemu. Jeszcze mniej miejsca Kancelaria Prezydenta i zaprzyjaźnione z nią media poświęciły trasie podróży głowy państwa. W samym locie nie byłoby nic ciekawego, gdyby nie fakt, że odbywał się on z międzylądowaniami w Rosji. Co więcej – w czasie owych międzylądowań prezydent odbył przynajmniej jedno spotkanie z rosyjskim oficjelem.
Prezydent udał się do odległego o 6900 km Pekinu samolotem Embraer 175, którego zasięg lotu wynosi tylko 3700 km (nawiasem mówiąc, jest on trzykrotnie niższy od zasięgu maszyn, które powinny przewozić VIPów). Międzylądowania w Rosji były więc „uzasadnione technicznie”. Powstaje jednak jedno „ale” – spotkania, do których doszło w ich trakcie. Oto 17 grudnia 2011 roku, w czasie przelotu do Pekinu prezydencki samolot wylądował w Jekaterynburgu, gdzie Komorowski, na osobności, spotkał się z Aleksandrem Charłowem, ministrem współpracy gospodarczej z zagranicą obwodu swierdłowskiego. Charłow jest politykiem związanym ze środowiskiem Władimira Putnia a „przy okazji” także absolwentem szkoły wojskowej w Kijowie. Miesiąc wcześniej, w listopadzie 2011 roku Charłow został odznaczony medalem „Za osiągnięcia w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego” za pomoc w organizacji międzynarodowej konferencji ws. bezpieczeństwa. Konferencja ta odbyła się z udziałem byłego szefa FSB Nikołaja Pastuszewa oraz gen. Stanisława Kozieja – szefa BBN. O spotkaniu Komorowskiego z Charłowem poinformowały tylko rosyjskie portale internetowe, które napisały, że jego przedmiotem była współpraca gospodarcza pomiędzy Polską a obwodem swierdłowskim.
Wynika z tego, że prezydent Rzeczypospolitej Polskiej załatwia interesy z lokalnym ministrem Putina. W dodatku obwód swierdłowski, położony na granicy Europy i Azji, na Uralu, jest oddalony od Polski o tysiące kilometrów. Dlaczego z tamtejszym, lokalnym ministrem spotyka się prezydent? Czyżby z powodu „wojskowej” przeszłości ministra i jego prawdziwej „specjalizacji”? Po tym spotkaniu Komorowski poleciał dalej… do Irkucka na Syberii. Tam znowu odbyło się międzylądowanie, tym razem uzasadnione koniecznością wypoczynku załogi. Informacji na temat tego, czy w Irkucku też doszło do jakiegoś spotkania Komorowskiego brak. Identyczne międzylądowania miały miejsce, gdy prezydent z Chin wracał. I znowu – żadnych szczegółów.
O co chodzi?
Oczywiście, skoro polskiego państwa nie stać na wynajęcie samolotu, którego zasięg umożliwiałby przelot bez międzylądowań, ani na zabranie na pokład załogi, która mogłaby zmienić osoby pilotujące samolot, to międzylądowania nie podlegają żadnej dyskusji. Czy się to komuś podoba, czy nie – Komorowski to VIP. Można nawet założyć, że w takim przypadku lokalne władze nie tylko robią wszystko, aby zapewnić VIPowi bezpieczne lądowanie i start, ale także wysyłają swego przedstawiciela na wypadek, gdyby VIP miał jakieś życzenia albo żeby go powitać. Ale jeśli tak, to dlaczego władze Irkucka nie wysłały Komorowskiemu żadnego ministra? A przede wszystkim – spotkania międzynarodowe odbywają się zawsze na „równym szczeblu” – premier z premierem, minister z ministrem, prezydent z prezydentem. Komorowski odbył rozmowy z lokalnym ministrem, co by oznaczało, że dla Rosji głowa państwa polskiego jest równoważna z lokalnym urzędnikiem. Tak jakby Polska była rosyjską gubernią. Chyba, że Komorowski rozmawiał z Charłowem nie o współpracy gospodarczej, tylko o czymś zupełnie innym. Jest to niewykluczone, bowiem nie było to pierwsze tego typu spotkanie Pana Bronka Ruskiej WSI.
Jeszcze nie prezydent…
Do podobnie podejrzanej sytuacji doszło 21 czerwca 2010 roku, kiedy Komorowski, wówczas jeszcze marszałek Sejmu, p.o. prezydenta Polski, po śmierci Lecha Kaczyńskiego, wracał z Afganistanu. Było to, co istotne – dzień po I turze wyborów prezydenckich. Samolot Komorowskiego wylądował wówczas w stolicy sojuszniczej wobec Rosji Armenii – Erewaniu. Komorowski spotkał się tam z ministrem spraw zagranicznych tego kraju -Edwardem Nalbandianem, o czym poinformowała tylko służba prasowa ormiańskiego MSZ (znowu głowa państwa spotkała się z ministrem). Polski MSZ „taktownie” sprawę wizyty przemilczał.
Dokładnie w tym samym dniu, na tym samym lotnisku, wylądowała delegacja rosyjskich wojskowych i również spotkała się z Nalbandianem. Sprawa nie zainteresowała polskich mediów, ale na temat tego, czy spotkanie nie miało aby charakteru trójstronnego, zaczęli spekulować ormiańscy dziennikarze. Co zadziwiające, w tym momencie w ich artykuły wtrąciła się… Rosja. Tamtejsza agencja informacyjna regnum.ru podała, że 21 czerwca żadna rosyjska delegacja w Armenii nie przebywała, a dziennikarze wzięli ubranego w mundur Komorowskiego za… wysokiej rangi rosyjskiego oficera. Tłumaczenie tyleż głupie, co nieprawdziwe, bowiem, abstrahując od faktu, że polskie dystynkcje wojskowe różnią się od rosyjskich i to znacznie, na zdjęciu opublikowanym przez ormiańskie MSZ widać, że Komorowski nie jest w mundurze (poza tym, czy ktoś kiedykolwiek widział Komorowskiego w mundurze?! No chyba że Ruscy). Z jakiegoś powodu Rosjanom zależało na ukryciu obecności swej delegacji wojskowej w tym samym miejscu i czasie co marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Czyżby dlatego, że jednak do spotkania doszło i dwa miesiące po Smoleńsku czołowy polski polityk spotykał się rosyjskimi wojskowymi? A jeśli takiego spotkania nie było, to dlaczego kancelaria marszałka Sejmu nie zareagowała na wmieszanie Komorowskiego w rosyjskie gry? Czy dlatego, że pół roku później prezydent odbył kolejne „ciekawa” spotkanie?
Lunch ze zbrodniarzem i pogawędka z agentem
W styczniu 2011 roku pan prezydent miał dwa szczególnie ciekawe spotkania. Jedno oficjalne i jedno nieoficjalne. To oficjalne, to spotkanie z Nikołajem Patruszewem – byłym szefem FSB, człowiekiem, który oskarżał Polskę o szpiegostwo, a który przybył
na obchody dwudziestolecia BBN. Jak poinformowała Kancelaria Prezydenta „Kurtuazyjna rozmowa Pana Prezydenta z sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej dotyczyła m.in. współpracy w sferze bezpieczeństwa między strukturami prezydenckimi obu stron, której podstawą stał się podpisany „Plan Współpracy na lata 2011-2012 między Biurem Bezpieczeństwa Narodowego i Aparatem Rady Bezpieczeństwa FR”. Rzecz w tym, że nawet taka „kurtuazyjna rozmowa” powinna zostać zabezpieczona przez ABW i Kontrwywiad Wojskowy. Tyle tylko, że obie służby uparcie odmawiają wyjaśnienia, czy do takiego zabezpieczenia doszło.
Do spotkania nieoficjalnego doszło w Davos, gdzie Komorowski udał się na szczyt, odbywający się w ramach Światowego Forum Ekonomicznego. Nikt nie odmawiał mu ani samolotu, ani krzesła i nie mówił, że go na tym szczycie „nie potrzebuje”. Ale też nikt nie zainteresował się bliżej spotkaniami pana Komorowskiego. Szkoda, bo przynajmniej jedno z nich było bardzo interesujące. Podczas tego szczytu na specjalny lunch zaprosiła polskiego prezydenta Fundacja Wiktora Pinczuka – jednego z najbogatszych i najbardziej kontrowersyjnych ukraińskich oligarchów, zięcia byłego postkomunistycznego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy. Komorowski z zaproszenia skorzystał. W lunchu, oprócz organizatora i prezydenta Polski, uczestniczyli także Oleg Deripaska – właściciel zakładów, które remontowały polskiego tupolewa, oraz Saif al-Islam al-Kaddafi – ścigany za zbrodnie przeciwko ludzkości syn libijskiego dyktatora.
Co prawda Komorowski już wtedy nosił „dumny” przydomek „Wpadka”, ale lunch ze zbrodniarzem przeciwko ludzkości? Czy którykolwiek polityk na świecie byłyby tak głupi, żeby poważyć się na taki krok? Czyżby to dlatego informacja o tym lunchu została utajniona? A może stało się tak z powodu udziału w lunchu Olega Deripaski? Na tę drugą możliwość wskazywałoby kolejne spotkanie pana prezydenta, do którego doszło (znowu!) pół roku później.
Pracowite lato
Jak pisze „Gazeta Polska”, 11 lipca 2011 roku w Sopocie prezydent Komorowski ponownie spotkał się z generałem Nikołajem Patruszewem.
Co ciekawe, sam Patruszew 6 lipca, a więc dosłownie na kilka dni przed wyjazdem do Polski, spotkał się z… Władimirem Putinem, Dmitrijem Miedwiediewem, szefem Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) Michaiłem Fradkowem oraz ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem. W spotkaniu brał udział także były agent KGB Siergiej Czemiezow (w kontrolowanych przez jego koncern zakładach, remontowano silniki samolotu TU-154, który rozbił się pod Smoleńskiem). Po przybyciu do Polski, według informatorów „Gazety Polskiej”, Patruszew poruszał się po Sopocie porsche panamera na polskich numerach rejestracyjnych, pochodzącym z autosalonu jednego z najbardziej znanych w mieście dealerów samochodowych, który, żeby sprawa była jeszcze ciekawsza, ów salon odkupił pod koniec 2010 roku od bliskiego znajomego Jacka Karnowskiego – prezydenta Sopotu (tego od afery korupcyjnej).
Podczas wizyty byłemu szefowi FSB towarzyszyła ochrona w jasnym bmw, zarejestrowanym na mieszkańca Gdańska, Mirosława B. Informacja o ewentualnym spotkaniu Patruszewa z prezydentem Polski została całkowicie przemilczana w mediach, a pytana o nią Kancelaria Prezydenta „nie potwierdza i nie zaprzecza”. Co tak naprawdę robił w Sopocie Patruszew? A jeśli do spotkania z Komorowskim rzeczywiście doszło, to o czym rozmawiał z prezydentem Polski tuż po spotkaniu z własnym szefem? Przekazywał kolejne instrukcje? Czy można zakładać, że spotkanie Komorowskiego z tym samym człowiekiem, zaufanym Putina, dwa razy w przeciągu pół roku jest przypadkiem? I co na możliwość takiego spotkania ABW oraz kontrwywiad? Pół roku później, w czasie oficjalnej podróży, Komorowski znów odbywa spotkanie. Tym razem z człowiekiem, który współpracował z Patruszewem. Czy to zbieg okoliczności, czy stoi za tym coś więcej?
Komu i jakie meldunki składa Komorowski?
W tych spotkaniach Komorowskiego trudno nie zauważyć pewnej prawidłowości. Większość miały charakter tajny, we wszystkich wzięli udział Rosjanie, zamieszani w katastrofę Smoleńską albo inne szemrane towarzystwo (patrz – syn dyktatora, znienawidzonego przez cały Zachód i popieranego przez Wschód). W dodatku kolejne rozmowy miały miejsce mniej więcej co pół roku. Wygląda to tak, jakby prezydent Polski prowadził własną zakulisową politykę i chciał ukryć przed opinią publiczną jakieś informacje. Oczywiście tajne spotkania nie są „wynalazkiem” Komorowskiego, musiał je odbywać chociażby Aleksander Kwaśniewski, bez którego zgody w Polsce nie byłoby możliwe ulokowanie tajnych więzień CIA. Tyle tylko, że w przypadku Komorowskiego duże zaniepokojenie powinny budzić osoby, z którymi się spotyka i okoliczności tych spotkań. Ludzie związani z FSB, syn dyktatora, szefowie zakładów, w których „remontowano” TU 154M. Wygląda to tak, jakby Bronisław Komorowski – prezydent Rzeczypospolitej Polskiej co pół roku odbierał od kogoś instrukcje i składał komuś raporty. Komu kojarzony z WSI prezydent swoje raporty składa? Dlaczego ukrywa swoje kontakty ze spec-służbami rosyjskimi? Czy nie mają one związku z ukrywaniem prawdy o Smoleńsku? Czy odpowiedzi na te pytania brakuje dlatego, że byłaby ona zbyt straszna dla Polski i Polaków?
Autor: Aldona Zaorska
Źródło: Warszawska Gazeta.
Inżynier Boeinga: wszystko wskazuje na eksplozję
Prof. Paweł Artymowicz, słynący z krytykowania w mediach wyników badań ekspertów tzw. komisji Macierewicza, w ostatniej chwili zrezygnował z zaproszenia do Sejmu i podjęcia polemiki z prof. Wiesławem Biniendą. Tymczasem kolejny naukowiec polskiego pochodzenia, inżynier Boeinga, podważył oficjalną wersję katastrofy.
Na dwie godziny przed posiedzeniem zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej prof. Artymowicz oświadczył, że jednak nie pojawi się w Sejmie. Powodem miało być nagłe wezwanie do prokuratury wojskowej. W jakim celu i charakterze odbyło się to spotkanie, nie udało nam się dowiedzieć.
Podczas posiedzenia doszło jednak do naukowej dyskusji, a to za sprawą nowego eksperta, który postanowił wspomóc parlamentarzystów w ustaleniu przyczyn katastrofy smoleńskiej.
– Pierwsza myśl, kiedy zobaczyłem zdjęcia z Siewiernego? To niemożliwe, żeby samolot, spadając z wysokości 20 m, z prędkością 250 km/h, rozpadł się w taki sposób – mówi dr inż. Wacław Berczyński, doświadczony konstruktor Działu Wojskowo-Kosmicznego Boeinga, gdzie pracował ponad dwadzieścia lat.
Naukowiec, zarówno jako teoretyk i praktyk, zajmuje się zawodowo metodą elementów skończonych, tą samą, którą w swoich badaniach analizujących ostatnie sekundy lotu rządowego tupolewa wykorzystuje prof. Wiesław Binienda.
– Pracowałem w Boeingu przez 21 lat. Moje doświadczenie jako konstruktora spowodowało moje wątpliwości co do przyczyn i sposobów wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Po obejrzeniu wyników prac prof. Biniendy napisałem do niego, że jako teoretyk i praktyk zgadzam się z przyjętą przez niego metodologią. W ten sposób poznałem prof. Biniendę i zacząłem śledzić publikacje na temat katastrofy. W mojej opinii wszystko, co dotychczas wiemy, wskazuje na silną, wewnętrzną eksplozję, która była przyczyną katastrofy – tłumaczy dr Berczyński.
OŚWIADCZENIE Zespołu Parlamentarnego Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r.
W związku z licznymi wypowiedziami prof. Pawła Artymowicza z Uniwersytetu w Toronto, który twierdził, jakoby prof. Wiesław Binienda, Dziekan Wydziału Inżynierii Cywilnej Uniwersytetu Akron w Ohio i ekspert Zespołu Parlamentarnego Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r., unikał dyskusji merytorycznej na temat badań dotyczących katastrofy smoleńskiej, uprzejmie informujemy:
1. Prof. Wiesław Binienda po opublikowaniu wyników swoich badań brał udział w USA, Kanadzie i Polsce w wielu konferencjach naukowych poświęconych m.in. katastrofie smoleńskiej (m.in. w Saint Paul University w Ottawie, w Pasadenie, na Politechnice Warszawskiej, na Politechnice Białostockiej, na Uniwersytecie Jagiellońskim i na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego). Na wszystkie ww. konferencje prof. Artymowicz był zapraszany, lecz nie pojawił się na nich.
2. 21 maja br. prof. Artymowicz uczestniczył w konferencji w Kazimierzu n/Wisłą i krytykował wyniki badań niezaproszonego tam prof. Biniendy.
3. 11 czerwca br. w programie „Polityka przy kawie” w TVP1 prof. Artymowicz na pytanie red. Małgorzaty Serafin, czy „chciałby się spotkać z ekspertami z zespołu Antoniego Macierewicza”, odpowiedział: „oczywiście, oczywiście, bardzo chętnie…”. W związku z tym Przewodniczący Zespołu Parlamentarnego poseł Antoni Macierewicz zwołał posiedzenie Zespołu na czwartek 14 czerwca na godz. 13, by w neutralnym miejscu, jakim jest Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, umożliwić prof. Artymowiczowi i prof. Biniendzie dyskusję naukową nad wynikami ich badań.
4. Szczegóły zaproszenia przekazał prof. Artymowicza w rozmowie telefonicznej Bartłomiej Misiewicz, Szef Biura Zespołu. W trakcie rozmowy prof. Artymowicz potwierdził otrzymanie zaproszenia. W trakcie rozmowy prof. Artymowicz ani razu nie wspomniał, by jakieś inne zobowiązania (np. wobec prokuratury) miały mu uniemożliwić uczestniczenie w posiedzeniu Zespołu.
5. 13 czerwca br. zaproszenie dla prof. Artymowicza na posiedzenie Zespołu zostało ponownie przekazane wiadomością SMS wysłaną przez Bartłomieja Misiewicza .
6. 14 czerwca br. (w dniu posiedzenia Zespołu) prof. Artymowicz zamieścił na swoim blogu oświadczenie, w którym poinformował, że nie weźmie udziału w posiedzeniu Zespołu, ponieważ jest w tym czasie „zaproszony na rozmowę do prokuratury wojskowej”.
Przytoczone tu fakty zmuszają Zespół Parlamentarny do wyrażenia ubolewania, iż prof. Paweł Artymowicz nie skorzystał ze stworzonej mu okazji i w ten sposób po raz kolejny uniknął bezpośredniej dyskusji i wymiany merytorycznych argumentów z ekspertem Zespołu, prof. Wiesławem Biniendą, wyniki prac którego wielokrotnie krytykował pod jego nieobecność.
Ubolewamy też, że prof. Paweł Artymowicz w swoim dzisiejszym oświadczeniu użył wobec prof. Wiesława Biniendy, Zespołu Parlamentarnego i jego Przewodniczącego, posła Antoniego Macierewicza języka pomówień i insynuacji, który nie przystoi debacie naukowej i powadze tematu katastrofy smoleńskiej.
Wyrażamy nadzieję, że ten incydent nie zahamuje nadal potrzebnej poważnej dyskusji naukowej nad publikowanymi wynikami badań dotyczących katastrofy smoleńskiej.
Ujawnić biegłych
Skoro prokuratura posiada opinie biegłych z oględzin wraku i drzew z miejsca katastrofy smoleńskiej, to niech je ujawni – apeluje europoseł Janusz Wojciechowski.
– Skoro prokuratura twierdzi, że ma ekspertyzy badania wraku i oględzin uszkodzonych drzew, to niech je ujawni! Niech prokurator Seremet zwoła konferencję prasową z udziałem tych biegłych, którzy są autorami wydanych dla prokuratury opinii – apeluje Wojciechowski. – Niech ci biegli się przedstawią, niech się dowiemy, kim są, bo dotychczas to są biegli incognito. Niech opowiedzą, jakim oględzinom poddali wrak, co na nim znaleźli, jak badali uszkodzone drzewa, co na nich znaleźli, jakie są dowody na kontakt drzewa ze skrzydłem samolotu i tak dalej. Na to przecież czekamy od 2 lat i 2 miesięcy – podkreśla na swoim blogu.
– Ani tożsamość biegłych, ani wyniki ich ekspertyz nie muszą być owiane tajemnicą. Ujawnienie ich ustaleń w niczym nie utrudni dalszego śledztwa – stwierdza Wojciechowski. – Chyba że… chyba że prokuratura trzyma te dowody w tajemnicy ze względu na potencjalnego zamachowca, ale wersja zamachu, jak słyszymy, została wykluczona. Jeśli tak, to nie ma powodu, żeby wyniki ekspertyz wraku i oględzin drzew ukrywać przed opinią publiczną – dodaje. – Będę namawiał senatorów, aby zwrócili się do prokuratora generalnego o ujawnienie biegłych i ich dzieł – zapowiada Wojciechowski. Europoseł nawiązuje do oświadczenia grupy senatorów: Grzegorza Wojciechowskiego, Wojciecha Skurkiewicza, Bogdana Pęka, Beaty Gosiewskiej oraz Alicji Zając, skierowanego w kwietniu do szefa Prokuratury Generalnej Andrzeja Seremeta. Senatorowie pytali o prace zespołu biegłych powołanych przez prokuraturę w połowie zeszłego roku. “Prosimy też o wyjaśnienie, czy w ramach śledztwa w sprawie katastrofy polscy eksperci powołani przez prokuraturę badali wrak samolotu, czy badali oryginalne zapisy czarnych skrzynek, a także czy dokonali bezpośrednich oględzin brzozy, która według ustaleń komisji ministra Millera spowodowała oderwanie się fragmentu skrzydła samolotu wskutek zderzenia” – zwracali się do prokuratora generalnego.
Jak odpowiedział pierwszy zastępca PG Marek Jamrogowicz, czynności te polegały “na badaniu wraku samolotu oraz elementów z niego pochodzących, badaniu rejestratorów parametrów lotu oraz rejestratora zapisu dźwiękowego korespondencji radiowej oraz dźwięków w kabinie załogi, badaniu oryginalnych nośników danych z tych rejestratorów (…), oględzinach wszystkich przeszkód terenowych występujących na trasie podejścia do lotniska Smoleńsk-Północny, w tym uszkodzonych drzew”.
– Prokurator nie odpowiedział jednak wprost na pytanie, czy była przedmiotem oględzin ta konkretna “pancerna brzoza”, o którą samolot rzekomo urwał skrzydło – zauważa Wojciechowski.
Senatorowie pytali o to, czy “prokuratura dysponuje ekspertyzami prof. Wiesława Biniendy, dr. Kazimierza Nowaczyka i dr. Grzegorza Szuladzińskiego, przekazanymi jej przez zespół poselski do spraw wyjaśnienia katastrofy, i czy te ekspertyzy stanowią dowód w prowadzonym śledztwie”. Jamrogowicz odpowiedział, że do prokuratury trafił jedynie “audiowizualny zapis prezentacji wystąpień ekspertów”, który został włączony “do materiału aktowego sprawy”. “W przypadku przekazania przez wyżej wymieniony Zespół [smoleński – red.] jakichkolwiek materiałów związanych z przedmiotem postępowania zostaną one również włączone do akt śledztwa i zekazane biegłym”- zapowiedział prokurator.
Jamrogowicz stwierdził również, że “aktualny stan śledztwa nie pozwala na wskazanie, choćby przybliżonego, terminu jego zakończenia”. Jego zakończenie “uzależnione jest bowiem od otrzymania wszystkich dowodów i materiałów, o które polska prokuratura zwracała się do Federacji Rosyjskiej, jak również od opracowania końcowej opinii zespołu biegłych”.
– Prokuratura nie jest w stanie określić choćby przybliżonego czasu zakończenia śledztwa.
Czyli upłyną raczej kolejne nie miesiące, tylko lata – ocenia Wojciechowski.
Zenon Baranowski • NASZ DZIENNIK
Na chodniku leży nieprzytomny Polak, który pobił Rosjan!
Dawno nie używałem właściwego w takich przypadkach zwrotu, ale okazja jest wyjątkowa zatem bez zastanowienia użyję. Gazeta żydowskich komunistów w relacji z ruskiego marszu, popisała się nagłówkiem, który od tytułu mojego tekstu odbiega tylko detalami, a w wymowie był nawet bardziej wyrazisty. Zabieg propagandowy nie zostawił miejsca na nic innego prócz szczerego śmiechu. Podobne „perełki” nie robią już na mnie żadnego wrażenia, poza szczerym śmiechem i tak mi przychodzi do głowy pewna strategia. Czas mamy pełen strategii i planów, to się chyba dobrze wstrzelę. Cała siła gazety żydowskiej komunistów, która jest tylko organem politycznym szerszego obozu, polega na tym, że oni potrafili sobie rozprowadzić przeciwnika. Pierwszy element taktyki to stygmatyzacja, gazeta żydowskich komunistów wylansowała kilka neologizmów, które emocjonalnie rozkładają przeciwników i a buzują napastników. Najsłynniejszy jest chyba oszołom, ostatnio popularny zrobił się kibol, ale równie dobrze można dołożyć ludem smoleńskim, czy też po prostu „typową polskością”. Gdy się czyta produkcje żydowskich komunistów, od pierwszego zdania, czy nawet słowa, czytelnik wie jak ma się po tekście poruszać. W zasadzie nie jest potrzebny żaden tekst, nagłówek wykonuje zadanie na skutecznym poziomie. Słynna szkoła redakcyjna z Czerskiej odpowiada przecież za popularnego „czytacza nagłówków”. Efektem ubocznym wieloletniej edukacji na tym poziomie są kolorowe podkreślenia w środku propagandówki, wyróżniające epitety, których żydowskim komunistom żal odpuszczać.
Gdy jest wypracowany stygmat, reszta idzie łatwo, bo drugim elementem jest incydent. Do najmniejszej bzdury, do zwykłych zdarzeń, jakie zawsze będą występować w takich populacjach jak naród, dokleja się stygmat. Ten nieprzytomny „polski kibol”, który pobił Rosjan jest szczytowym osiągnięciem strategii stygmatu i incydentu. Jak się łatwo domyślić, żydowscy komuniści stworzyli samograja, nie sposób przegrać przy tak prostej i jednocześnie bezwzględnej technice gry. Czy istnieje jakaś forma obrony? Owszem, ale jedna jedyna i tą formą jest atak przeprowadzony identyczną techniką. Żydowscy komuniści muszą być oznakowani i wcale nie należy się bać, słów w końcu gazeta żydowskich komunistów stygmatyzuje Polaków najpodlejszymi neologizmami i archiwalnymi bandytami: faszyści, naziści, endecja. Odpowiadać pięknym za nadobne, ale z pamięcią, że cechą charakterystyczną stygmatu jest stałość, nie można nazywać przeciwnika na 100 sposobów. Dwa, góra trzy stygmaty, w zupełności wystarczy. Stygmat musi się osłuchać, musi przylgnąć do atakowanego i musi od pierwszego słowa mówić wszystko o zaatakowanym. Ten element jest najtrudniejszy, wyławianie incydentów to bułka z masłem.
Cytowany nagłówek jest doskonałym przykładem na łatwość pozyskiwania incydentów, a w przypadku gazety żydowskich komunistów codzienny nakład jest raczej prawidłowością, nie incydentem. Nie ma żadnej szansy, żeby w gazecie żydowskich komunistów, codziennie nie przeczytać chociaż jednego paszkwilu na śmiertelnych wrogów żydowskich komunistów, którymi są goje ze szczególnym uwzględnieniem katolików. Konsekwentne stygmatyzowanie i wyławianie incydentów daje pełną gwarancję, że pozycja żydowskich komunistów w wojnie narodowo-religijnej jaką rozpętali i prowadzą, osłabnie i to zdecydowanie. Stara jak świat zasada wyrwij cep, którym cię okładają i przyłóż z całej siły napastnikowi, działa niezawodnie. Podchodzenie ze szpadą, sportową walką, czy inną naiwnością, jak spokojne tłumaczenie i pokazywanie faktów, jest tylko uzupełnieniem zasadniczej strategii. Nie ma szans tym sposobem wygrać z propagandowym gangiem żydowskich komunistów, ponieważ każdego dnia znajdzie się jakiś przysłowiowy napis na oczyszczalni ścieków w Pułtusku, czy też jakiś zapruty pajac rzuci przysłowiowym gazem. Identycznie jak żydowscy komuniści zachowali się paparazzi z BBC, a my zamiast odpowiedzieć adekwatnie, popierdujemy coś słodziutko o marginesach i znikomej skali. W tej wojnie plemiennej wygrywa ten, który potrafi atakować, frajer broniący się na oślep żywy z pola bitwy nie wyjdzie. I trzeba pamiętać jeszcze o jednym elemencie. Prócz incydentu i stygmatu jest upupianie. Gombrowiczowskie określenie pasuje tu najbardziej, niektórzy mówią o pedagogice wstydu, co też jest niezłe, ale upupianie niesie w sobie więcej informacji emocjonalnej. Stygmatyzowanych upupia się wyławianymi incydentami, traktuje się ich jak dzieci, które rozstawia się po kątach wyłożonych twardym grochem. Ten rodzaj upokorzenia celuje idealnie, człowiek dorosły potraktowany jak gówniarz czuje się upodlony i bezbronny, temu służy stygmat z incydentem. Zaproponowałem stygmat, pokazałem incydent, ale do upupienia żydowskich komunistów jednym nieprzytomnym Polakiem, który pobił Ruskich to za mało. By wygrać w wojnie na stygmaty i incydenty potrzeba skali.
Źródło: kontrowersje.net
Rosja Putina a zamach smoleński
TVN sprzedał Onet niemieckiemu koncernowi medialnemu
TVN podpisał właśnie umowę sprzedaży 100 proc. akcji Grupy Onet z Ringier Axel Springer Media.
„Zgodnie z Umową 6115716 akcji Onet stanowiących łącznie ok. 75,98 proc. kapitału zakładowego Onetu zostanie sprzedane przez Grupę Onet Poland Holding B.V. („Sprzedający”) – spółkę całkowicie zależną TVN (będącą także stroną Umowy) na rzecz Nabywcy (Ringier Axel Springer Media) (…). Cena sprzedaży będzie wynosiła 968.750.000 zł” – podał TVN w komunikacie.
„Pozostałe 1933357 akcji Onetu zostanie wniesione jako aport do Nabywcy w zamian za 25 proc. udziałów, o wartości 306250000 zł, w podwyższonym kapitale zakładowym Nabywcy” – dodano.
Zamknięcie transakcji, spodziewane pod koniec 2012 r. lub na początku 2013 r., jest uwarunkowane otrzymaniem zgody odpowiednich organów regulacyjnych. Zarząd TVN zamierza wykorzystać środki z realizacji transakcji do zmniejszenia zadłużenia Grupy.
Rząd Platformy Obywatelskiej popiera istnienie mafii narkotykowej w Polsce
O tym, jak rząd PO (a wcześniej również PiS i SLD), poprzez utrzymywanie bzdurnego prawa, tworzy doskonałe warunki istnienia i rozwoju narkobiznesu. Kielecki artysta Liroy, w wywiadzie dla tygodnika Wprost przedstawia argumenty za zmianą prawa antynarkotykowego. Podaje jako przykład inne kraje, gdzie liberalizacja prawa zmniejszyła konsumpcje narkotyków, a przede wszystkim oddzieliła konsumentów marihuany od świata przestępczego.
Wprowadzone dekadę temu przepisy, penalizujące posiadanie każdej ilości używej z listy zakazanych miały w swoim założeniu walczyć z problemem narkomanii w Polsce. W rzeczywistości problemów przybyło zamiast ubywać, wzrosła jedynie ilość nowych „przestępców”, których jedyną winą było posiadanie, zwykle niewielkich ilości marihuany. Mimo tego, ignorując otaczającą rzeczywistość, zwolennicy karania za narkotyki z uporem maniaka powtarzają, że należy karać, bo dzieci z dworca zoo i temu podobne argumenty pamiętające czasy telefonów na korbkę.
UWAGA, nieocenzurowana wersja!
Składy wszystkich reprezentacji na Euro 2012
Już za cztery dni oficjalny start Mistrzostw Europy 2012, które odbędą się w Polsce i na Ukrainie. Wszystkie reprezentacje mają już skompletowane kadry i gotowe są walczyć o najwyższe cele. W tym newsie przedstawię poszczególne z nich. Oto one:
Grupa A:
a) Polska – Wojciech Szczęsny, Grzegorz Sandomierski, Przemysław Tytoń; Sebastian Boenisch, Grzegorz Wojtkowiak, Marcin Kamiński, Marcin Wasilewski, Jakub Wawrzyniak, Damien Perquis, Łukasz Piszczek; Dariusz Dudka, Adam Matuszczyk, Eugen Polanski, Maciej Rybus, Ludovic Obraniak, Rafał Murawski, Jakub Błaszczykowski, Adrian Mierzejewski, Rafał Wolski, Kamil Grosicki; Robert Lewandowski, Artur Sobiech, Paweł Brożek.
b) Czechy – Petr Cech, Jan Lastuvka, Jaroslav Drobny; Theodor Gebre Selassie, Michal Kadlec, Marek Suchy, Roman Hubnik, Tomas Sivok, David Limbersky; Tomas Rosicky, Milan Petrzela, Frantisek Rajtoral, Jaroslav Plasil, Vaclav Pilar, Tomas Huebschman, Daniel Kolar, Petr Jiracek, Vladimir Darida; Tomas Necid, Jan Rezek, Milan Baros, Tomas Pekhart, David Lafata
c) Rosja – Igor Akinfiejew, Anton Szunin, Wiaczesław Małafiejew; Aleksandr Aniukow, Roman Szaronow, Siergiej Ignaszewicz, Juri Żirkow, Aleksiej Bieriezucki, Władimir Granat, Kirił Nababkin; Roman Szirokow, Igor Dienisow, Konstantin Zyrianow, Marat Izmaiłow, Dmitrij Kombarow, Alan Dżagojew, Aleksandr Kokorin, Denis Głuszakow, Igor Siemszow; Andriej Arszawin, Aleksandr Kierżakow, Roman Pawliuczenko, Pavel Pogrebniak
d) Grecja – Konstantinos Chalkias, Alexandros Tzorvas, Michalis Sifakis; Giannis Maniatis, Georgios Tzavellas, Stelios Malezas, Kyriakos Papadopoulos, Avraam Papadopoulos, Vassilis Torossidis, Sotiris Ninis, Sokratis Papastathopoulos, Jose Holebas; Grigoris Makos, Nikos Liberopoulos, Georgios Karagounis, Georgios Fotakis, Konstantinos Katsouranis, Konstantinos Fortounis, Giannis Fetfatzidis; Georgios Samaras, Konstantinos Mitroglou, Dimitris Salpingidis, Theoanis Gekas
Grupa B:
a) Holandia – Maarten Stekelenburg, Michel Vorm, Tim Krul; Gregory van der Wiel, John Heitinga, Joris Mathijsen, Wilfred Bouma, Ron Vlaar, Jetro Willems, Khalid Boulahrouz; Mark van Bommel, Nigel de Jong, Wesley Sneijder, Arjen Robben, Stijn Schaars, Kevin Strootman, Rafael van der Vaart; Dirk Kuyt, Klaas-Jan Huntelaar, Robin van Persie, Luuk de Jong, Luciano Narsingh, Ibrahim Afellay
b) Niemcy – Manuel Neuer, Tim Wiese, Ron-Robert Zieler; Marcel Schmelzer, Benedikt Hoewedes, Mats Hummels, Holger Badstuber, Philipp Lahm, Per Mertesacker, Jerome Boateng; Ilkay Gundogan, Sami Khedira, Bastian Schweinsteiger, Mesut Oezil, Lars Bender, Toni Kroos, Mario Goetze, Marco Reus; Andre Schuerrle, Lukas Podolski, Miroslav Klose, Thomas Mueller, Mario Gomez
c) Dania – Stephan Andersen, Anders Lindegaard, Kasper Schmeichel; Simon Kjaer, Daniel Agger, Simon Poulsen, Lars Jacobsen, Andreas Bjelland, Jores Okore, Daniel Wass; Christian Poulsen, William Kvist, Christian Eriksen, Michael Krohn-Dehli, Lasse Schoene, Michael Silberbauer, Jakob Poulsen, Thomas Kahlenberg, Niki Zimling; Dennis Rommedahl, Nicklas Bendtner, Nicklas Pedersen, Tobias Mikkelsen
d) Portugalia – Eduardo, Rui Patricio, Beto; Bruno Alves, Pepe, Coentrao, Ricardo Costa, Rolando, Miguel Lopes, Joao Pereira; Miguel Veloso, Custodio, Joao Moutinho, Ricardo Quaresma, Ruben Micael, Raul Meireles, Nani, Hugo Viana; Cristiano Ronaldo, Hugo Almeida, Nelson Oliveira, Silvestre Varela, Helder Postiga
Grupa C:
a) Hiszpania – Iker Casillas, Victor Valdes, Jose Reina; Raul Albiol, Gerard Pique, Sergio Ramos, Alvaro Arbeloa, Jordi Alba; Javi Martinez, Andres Iniesta, Xavi Hernandez, Francesc Fabregas, Juan Mata, Xabi Alonso, Sergio Busquets, Santiago Cazorla, David Silva, Jesus Navas; Juanfran, Pedro Rodriguez, Fernando Torres, Alvaro Negredo, Fernando Llorente
b) Irlandia – Shay Given, Keiren Westwood, David Forde; Sean St Ledger, John O’Shea, Richard Dunne, Stephen Kelly, Paul McShane, Darren O’Dea; Stephen Ward, Glenn Whelan, Aiden McGeady, Keith Andrews, Damien Duff, Darron Gibson, Stephen Hunt, Paul Green, James McClean; Kevin Doyle, Robbie Keane, Jon Walters, Shane Long, Simon Cox
c) Chorwacja – Stipe Pletikosa, Ivan Kelava, Danijel Subasić; Ivan Strinić, Josip Simunić, Jurica Buljat, Vedran Corluka, Gordon Schildenfeld, Domagoj Vida; Danijel Pranjić, Ivan Rakitić, Ognjen Vukojević, Luka Modrić, Darijo Srna, Milan Badelj, Tomislav Dujmović, Mario Mandzukić, Niko Kranjcar, Ivan Perisić; Nikica Jelavić, Ivo Ilicević, Ivica Olić, Eduardo da Silva
d) Włochy – Gianluigi Buffon, Salvatore Sirigu, Morgan De Sanctis; Giorgio Chiellini, Angelo Ogbonna, Federico Balzaretti, Ignazio Abate, Emanuele Giaccherini, Andrea Barzagli, Leonardo Bonucci; Christian Maggio, Thiago Motta, Claudio Marchisio, Daniele De Rossi, Riccardo Montolivo, Andrea Pirlo, Antonio Nocerino; Mario Balotelli, Antonio Cassano, Antonio Di Natale, Fabio Borini, Sebastian Giovinco, Alessandro Diamanti
Grupa D:
a) Francja – Hugo Lloris, Steve Mandanda, Cedric Carrasso; Patrice Evra, Adil Rami, Philippe Mexes, Anthony Reveillere, Laurent Koscielny, Gael Clichy; Mathieu Debuchy, Yohan Cabaye, Franck Ribery, Samir Nasri, Blaise Matuidi, Jeremy Menez, Florent Malouda, Yann M’Vila, Alou Diarra, Marvin Martin, Hatem Ben Arfa; Mathieu Valbuena, Olivier Giroud, Karim Benzema
b) Szwecja – Andreas Isaksson, Johan Wiland, Paer Hansson; Mikael Lustig, Olof Mellberg, Andreas Granqvist, Martin Olsson, Jonas Olsson, Mikael Antonsson, Behrang Safari; Rasmus Elm, Sebastian Larsson, Anders Svensson, Kim Kaellstroem, Pontus Wernbloom, Samuel Holmen, Christian Wilhelmsson; Zlatan Ibrahimović, Johan Elmander, Tobias Hysen, Emir Bajrami, Ola Toivonen, Markus Rosenberg
c) Anglia – Joe Hart, Robert Green, Jack Butland; Glen Johnson, Ashley Cole, Gary Cahill, John Terry, Leighton Baines, Phil Jones, Joleon Lescott, Phil Jagielka; Steven Gerrard, Frank Lampard, Ashley Young, James Milner, Scott Parker, Stewart Downing; Theo Walcott, Andy Carroll, Wayne Rooney, Alex Oxlade-Chamberlain, Jermain Defoe, Danny Welbeck
d) Ukraina – Maksym Kowal, Andrij Pjatow, Ołeksandr Gorjainow; Jewhen Selin, Jewhen Chaczeridi, Ołeksandr Kuczer, Wiaczesław Szewczuk, Taras Michalik, Jarosław Rakicki, Bohdan Butko; Anatolij Tymoszczuk, Denys Garmasz, Ołeksandr Alijew, Ołeh Husiew, Rusłan Rotań, Serhij Nazarenko, Jewhen Konoplianka; Andrij Szewczenko, Andrij Woronin, Andrij Jarmolenko, Artem Milewski, Jewhen Selezniow, Marko Dević
Podczas mistrzostw będę starał się na bieżąco informować o wynikach i sporządzać krótkie relacje z każdej grupy, a następnie z kolejnych faz.
Odpowiedź na manipulacje ws. prof. Biniendy
W związku z pojawiającymi się nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi pobytu w Polsce profesora Wiesława Biniendy – Dziekana Wydziału Inżynierii Cywilnej Uniwersytetu Akron w Ohio, eksperta Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154 M z 10 kwietnia 2010 r. z prokuratorami z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie informuję, co następuje:
1. 24 maja br. (w czwartek, po pięciu dniach pobytu profesora w Polsce) Prokurator WPO w Warszawie ppłk Karol Kopczyk skontaktował się telefonicznie z prof. Biniendą i poinformował, że chciałby móc spotkać się z profesorem. Profesor poinformował swojego rozmówcę, że do niedzieli 27 maja br. przebywa poza Warszawą a obecnie jest między jednym zaplanowanym spotkaniem a drugim, po czym przekazał ppłk. Kopczykowi kontakt do Bartłomieja Misiewicza, jako osoby która zna harmonogram spotkań profesora w Polsce. Z Szefem Biura Zespołu Parlamentarnego nikt z prokuratury kontaktu nie nawiązał.
2. Tego samego dnia (24 maja br.) do mieszkania, w którym mieszkał profesor, przyjechał oficer Żandarmerii Wojskowej. Profesora w tym czasie w mieszkaniu nie było. Żandarm chciał wręczyć profesorowi kopertę z urzędowym pismem. Gdy dowiedział się, że profesora nie ma, po telefonicznej konsultacji z przełożonymi, odjechał.
3. W poniedziałek (28 maja br.) po rozmowie profesora z Ambasadą Stanów Zjednoczonych (profesor jest obywatelem USA, więc porozumiał się z Ambasadą, gdyż Prokuratura nie chciała określić charakteru spotkania z profesorem) oraz z Przewodniczącym Zespołu Parlamentarnego Posłem Antonim Macierewiczem profesor zgodził się na spotkanie z Prokuratorami w gmachu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, na zamkniętym posiedzeniu Prezydium Zespołu (bez udziału mediów i osób postronnych), w którym uczestniczyłby pełnomocnik prawny profesora. W związku z powyższym Prokurator ppłk Karol Kopczyk oraz Prokurator mjr Jarosław Sej otrzymali od Szefa Biura Zespołu Parlamentarnego zaproszenie do uczestniczenia w tym spotkaniu, które zostało wyznaczone na godz. 14:00. Profesor czekał w Sejmie RP blisko dwie godziny. Około godz. 14:30 prokuratorzy poinformowali telefonicznie, że nie przyjdą na to spotkanie. W związku z czym po następnych trzydziestu minutach profesor udał się na dalsze wcześniej zaplanowane spotkania poza Warszawą. Wówczas Prokuratorzy wydali komunikat, że chcą się spotkać w Ambasadzie USA. W tej sytuacji trzeba stwierdzić, że zgoda Prokuratury miała wyłącznie pozorny charakter.
Nieprawdziwe jest oświadczenie Prokuratury, iż nie posiada ekspertyz opracowanych przez profesora Wiesława Biniendę, które zostały przekazane Zespołowi i były prezentowane na posiedzeniu Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154 M z 10 kwietnia 2010 r. Blisko rok temu zostały one po raz kolejny przekazane listem poleconym za potwierdzeniem odbioru na płytach CD do Prokuratury i do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska.
Jak widać z przytoczonych faktów opisane działania Prokuratury w ubiegłym tygodniu wprowadzały w błąd opinię publiczną. Trzeba stwierdzić z ubolewaniem, że działania Prokuratury wpisują się w ciąg innych nierzetelnych działań, z którymi mamy do czynienia od samego początku śledztwa smoleńskiego.
Szef Biura
Zespołu Parlamentarnego
Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy
Bartłomiej Misiewicz
![LOT-w-Rosji[1]](https://xamipl.wordpress.com/wp-content/uploads/2012/06/lot-w-rosji1.jpg?w=595)